Ja chyba nie mam domu

Już kiedyś wyadawało mi się, że teściowa buntuje męża przeciw mnie. Wczoraj jednak dotarło to do mnie na całego. Przez przypadek sam się wygadał. Nie chciał oczywiście ciągnąć tematu, ale już nie odpuściłam. Czułam, że albo teraz powie prawdę, albo już nie powie.

Przepłakałam całą noc. Dzisiaj w pracy wyglądam jakbym piła wódkę cały weekend. Podkrążone i spuchnięte oczy z pewnością dodają mi uroku Pani w urzedzie. Chciałam to zatuszować, ale już się chyba nie da. Głowa mi pęka. Tabletka nie pomogła.

Nie wiem co robić. Chcę się wyprowadzić, ale mąż nie widzi problemu i nie zamierza nic zmieniać. Wczoraj go zapytałam co zrobi jak postawię mu ultimatum, że albo się wyprowadza ze mną albo zostaje z rodzicami. Wyszedł. Wiem, dawno wiedziałam, że wybierze ich.

Mój mąż do tego dużo pracuje. Widujemy się rzadko i do tego zawsze się kłócimy.W sumie to tak, jesteśmy małżeństwem, ale nie ma się co oszukiwać, że każde z nas ma swoje własne życie. Wracamy tylko do domu spać. On tak na prawdę to nie ma pojęcia co się u mnie dzieje. Jakie mam sprawy, jakie problemy kiedy jestem w pracy, a kiedy mam urlop. Za to moje teściowa wie wszystko. To podejrzy, tamto podsłucha…a jak nie wie to sobie dopowie.

Nie chce mi się wracać. Chętnie bym wzięła ze 100 nadgodzin, żeby w ogóle móc nie wychodzić z biura, ale jak na złość nic nie ma. To chyba nie jest normalnie, że nie ma się ochoty wracać do domu.

Zresztą….ja chyba nie mam domu.

Może już czas…

Popołudnie. Ona właśnie wróciła z pracy, po drodze wpadając na herbatę do rodziców.

W pralce uprane ubrania czekające na powieszenie na suszarce. Bierze zieloną dużą miskę wyciąga mokre rzeczy. Rzeczy są teściów, ale ona nie ma problemu żeby je rozwiesić. Wychodzi na słoneczny balkon i równomiernie zawiesza pranie.

Wór ze śmieciami w pokoju jest zapełniony. Naciąga jego końce żeby znieść do kotłowni.

Widzi krzątającą się po kuchni teściową. Lodówka cała zapełniona. Mięso w sosie pikantnym, mięso w sosie czosnkowym, skrzydełka nadziewane, trzy rodzaje ciast i trzy różne sałatki. No tak przecież jedzie w gości do swojego drugiego syna. W gości na które sama zrobić jedzenie. Zresztą zawsze tak było. Kiedy tylko się zjawi, ta bez opamiętania pakuje mu wszystkie produkty żywnościowe jakie posiada w danej chwili.

Syn jest dorosły i żonaty.

Pojechała, no tak lodówka świeci pustkami.

Ona się wścieka, bo nie lubi takiego cwaniactwa i bezczelności, ale tez naiwności teściowej co do drugiego syna. Ten jest zawsze tym lepszym i jego żona jest zawsze tą lepszą. Bez umiaru i bez opamiętania. Zawsze ta mądra, ta biedna dziewczyna której trzeba pomagać, choć ma rodziców i rodzeństwo z którymi mieszkają.

Ona nie rozumie postepowania teściowej. On nie chce tego widzieć.

Jak się tak dobrze zastanowić, to może to oni są przyczyną całej sytuacji. Ona nienawidzi bratowej męża szczerą nienawiścią. Ona wie, że jak się wyprowadzi to będzie spokój.

 

Ona już wie…

Pasowałoby powiedzieć, że ona już wie, już zna tę historię… ale czy zna? Nie zna! Może tylko przypuszczać, przypuszczać i planować.

I planuje. Ją i jego łączy kredyt. Nie, nie na mieszkanie, nie na dom. Na firmę. Problemy ze spłatą ? Żadne. Zobowiązania są trzy. Dwa na nich i jedno na jej rodziców. To jedno, które jeszcze powstrzymuje ją od postawienia sprawy na ostrzu noża.

Ona ma inny plan. Nie chce już mieszkać z teściami. Ona chce mieć swój własny kawałek świata. Swoje miejsce. Ona wie, że po spłaceniu będzie ich stać na budowę lub kupno domu. Ale wie także, że On nie będzie się chciał wyprowadzić, bo mu dobrze. Bo rodzice mu obiecali, że mu to dadzą, ale nie dają i nie wiadomo kiedy to nastąpi. Ona już nie chce czekać, chce mieć swój dom, chce sama gotować obiad, a nie przychodzić na gotowe, tak, chce sama prać, prasować, sprzątać i gotować. Nie chce żeby ktoś jej pomagał i doradzał, ona chce sama.

On tego nie widzi, każda rozmowa kończy się nie dyskusją, a dziką awanturą z przerażającą ilością przykrych słów. On nie przeprasza, on przechodzi do tego na porządku dziennym. Tak, jakby się nic nie stało.

Ona już wie, że nie wytrzyma. Że wyprowadzi się z nim lub bez niego. Już postanowiła. Jeszcze nie rozmawiali. On jeszcze nie wie, że ona już decyzję podjęła. I jej raczej nie zmieni.

Małżeństwo? Nie pakt, kontrakt, który dla niej jest zmorą. I nie wie czy z powodu męża, czy z powodu tego że dusi się w obecnym domu i nigdy nie chce tam wracać. A może z powodu, że ona się dusi, on to wie i olewa swoim docinkiem „znowu coś sobie ubzdurałaś”, który doprowadza ją do szewskiej złości.

 

Na początek

Ona, (A) dwudziestopięcioletnia pracownica sfery budżetowej. Urzędniczka. Mężatka. Bez dzieci. Paląca w skrajnych przypadkach złości, kiedy nie można już opanować nerw. Pijąca okazyjnie. Trochę córeczka rodziców. Mama – najlepszą przyjaciółką. Nie ma wielu znajomych, przyjaciółki żadnej. Ma kilka koleżanek ale to sporadyczne znajomości. Nieidealna, ze swoimi humorami, których raz chce się pozbyć, a raz uważa się są ok.

Jest też On. (B). Trzydziestoletni pracownik w firmie prywatnej. Przedsiębiorca. Poważny, nie lubiący zbytnich imprez w klubach, zdecydowanie woli zwykłe wyjścia, restauracje i puby. Nie lubi rozmawiać o uczuciach. Sprawia wrażenie nieco zamkniętego w sobie.  Trzeźwo myślący, planujący przyszłość, widzi siebie za 10 lat i do tego skrupulatnie dąży. Ma przyjaciół, w szczególności dwóch. Takich największych, choć to może bardziej dobrzy kumple niż przyjaciele. Obaj dobrze się dogadują także z nią i często spędzają czas wszyscy razem.

Czy ten Pan i ta Pani są w sobie zakochani?

Świetne pytanie. Jeszcze kilka lat temu razem, z uśmiechem na twarzy odpowiedzieliby „TAK”. Dzisiaj Ona musiałaby się zastanowić, on z pewnością również.  Bo tego co jest sami nie umieją opisać. Czy to miłość? Raczej przyzwyczajenie.

Trudno się domyśleć co spotyka Nią i Jego.  Czy to rutyna? a może to wypalenie?   a może tej miłości właściwie nigdy nie było? może zwykłe zauroczenie, które już zgasło?

Jedno jest pewne, jak śpiewała Budka Suflera „do tanga trzeba dwojga” tak samo jak w małżeństwie, potrzeba dwóch pewnych swojej miłości ludzi, którzy skoczą za sobą w ogień. A jeśli tej determinacji zabraknie…..